Dzisiaj wróciłam z badania i od kilku godzin próbuję normalnie funkcjonować.
Zrobiłam herbatę. Odpisałam na kilka wiadomości. Przesunęłam kilka rzeczy z miejsca na miejsce.
I właściwie tyle.
Resztę czasu siedzę i myślę o tym, co usłyszałam.
Jeszcze niedawno był guz nerki, operacja, cały ten strach związany z czekaniem na wyniki. W takich momentach działa się trochę automatycznie. Robi się badania, jeździ do lekarzy, załatwia kolejne rzeczy i stara się nie rozsypać.
Miałam nadzieję, że powoli wracam do życia.
A dziś znowu pojawiło się słowo „podejrzenie”. Znowu kolejne badania. Znowu ten sam lęk, którego nie da się nikomu sensownie wytłumaczyć.
I najgorsze jest chyba to, że świat wokół normalnie działa dalej. Ludzie pracują, planują wakacje, wrzucają zdjęcia, odbierają telefony, żyją.
A ja siedzę i nie mogę zebrać myśli....
W tym wszystkim próbuję jeszcze rozwijać swoją Rozmawialnię.
Piszę teksty. Prowadzę blog. Jestem na Znanym Lekarzu. Uczę się tego całego internetu, którego wcześniej właściwie nie znałam.
I nic.
Żadnej wiadomości. Żadnego „dzień dobry”. Żadnego człowieka po drugiej stronie.
Nie przypuszczałam, że to może być tak trudne. Bo kiedy daje się ludziom coś bardzo swojego, a trafia się w ciszę, zaczyna się wątpić już nie tylko w pomysł. Zaczyna wątpić w siebie.
Może jestem za późno. Może za stara. Może za mało przebojowa do tego świata. Może nie umiem się „sprzedać”. A może zwyczajnie nikogo to nie obchodzi. Bardzo trudno zostać przy sobie, kiedy kilka rzeczy naraz zaczyna się chwiać.
Zdrowie. Poczucie bezpieczeństwa. Wiara w to, że jeszcze można coś zbudować. Nie piszę tego po to, żeby ktoś mnie pocieszał.
Chyba bardziej po to, żeby powiedzieć co mi dzisiaj w duszy gra.
Że czasem nawet psycholog siedzi wieczorem i nie wie, co dalej. I że czasem człowiek naprawdę ma wrażenie, jakby stał w miejscu z rękami związanymi.
Ale... jutro rano znowu wstanę.
Zrobię kawę. Otworzę komputer. I spróbuję jeszcze raz.
Na dzisiaj tyle chyba wystarczy.
To był trudny dzień.